2010-01-01
W niebo głosy - wywiad z Markiem Gremlowskim
O radości płynącej z realizowania pasji i sztuce wpisującej się w życie zwyczajnych ludzi z Markiem Gremlowskim, dyrygentem chóru Ex Animo w grudniu 2007 roku rozmawiała Kasia Tomczyk
Fot. Ex Animo
Katarzyna Tomczyk: Zbliża się Boże Narodzenie – dla wielu osób ulubiony okres w roku. Czy również dla chórzystów jest to ulubiony okres liturgiczny?
Marek Gremlowski: Myślę, że tak. Chociaż my po prostu lubimy śpiewać, więc każdy okres liturgiczny niesie za sobą wiele ciekawych utworów, które możemy wykonać. Natomiast, gdy chodzi o emocjonalne podejście, myślę, że kolędy są lubiane zarówno przez chórzystów, jak i przez innych ludzi. Poza tym atmosfera, która wytwarza się w okresie świąt sprawia, że każdy tęskni do śpiewania kolęd i chce je śpiewać. Trzeba jednak powiedzieć, że nie są to skomplikowane pieśni, mają prostą melodykę i harmonię, więc nie można ich porównywać z innymi utworami, które chór ma w repertuarze. Nie zmienia to jednak faktu, że zdecydowanie lubimy śpiewać kolędy (śmiech).
K.T.: Czy macie swoje ulubione kolędy?
M.G.: Szczerze mówiąc ja nie mam i podobają mi się wszystkie kolędy z tych, które śpiewamy. Natomiast podejrzewam, że chórzyści mają swoje preferencje, ponieważ niektóre kolędy wolą wykonywać bardziej, niż inne. Ja natomiast uważam, że każda z kolęd ma swój urok i chwyta za serce i podoba się tym bardziej, gdy jest pięknie wykonana.
K.T.:W styczniu chór nagrywał materiał na nową płytę. Kiedy będzie można usłyszeć efekty waszej pracy?
M.G.: Płyta w zasadzie już jest. Postanowiliśmy jednak, że pojawi się ona w sprzedaży na wiosnę i wtedy też będzie promowana. Z różnych przyczyn mamy opóźnienie w jej wydaniu. W pierwotnej wersji miała być dostępna już we wrześniu, później w październiku. Niestety z przyczyn obiektywnych płyta mogła zostać wytłoczona dopiero w grudniu. Dlatego też zdecydowaliśmy, że okres bożonarodzeniowy, w którym słucha się przede wszystkim kolęd, nie jest najszczęśliwszym momentem na pojawienie się na rynku takiego albumu, jaki proponujemy naszym słuchaczom.
K.T.: Co znajdzie się na płycie?
M.G.: Mówiąc w skrócie bardzo radosna muzyka, zaśpiewana i zagrana przez wybitne osobistości, które przyjęły nasze zaproszenie. Znaleźli się wśród nich tacy artyści jak Mieczysław Szcześniak, Ewa Uryga, Jorgos Scholias, Wiola Brzezińska, a więc wiele znanych nazwisk. Oczywiście nagrywaliśmy również z bardzo dobrą obsadą instrumentalną. Dlatego wydaje mi się, że całość płyty prezentuje się naprawdę nieźle. Jest profesjonalnie nagrana, aranżacji utworów dokonał Tomasz Kałwak. Teraz już tylko z niecierpliwością czekamy na reakcje tych, do których rąk trafi płyta.
K.T.: Czy możemy uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić, czego mogą oczekiwać słuchacze?
M.G.: Na płycie jest dwanaście utworów. Specjalnie na jej potrzeby muzykę napisali trzej kompozytorzy: Tadeusz Grabowski z Chorzowa, Bronisław Duży oraz moja skromna osoba. Autorką większości tekstów jest pani Renata Cogiel, ale także nasi chórzyści, Agnieszka Kot i Jerzy Pysno. Jest to więc absolutnie autorska płyta, na której słuchacze nie znajdą kolejnych opracowań dobrze znanych utworów, ale całkiem nowe propozycje muzyczne.
K.T.: Czy wydanie nowego krążka wpisuje się w piętnastolecie istnienia chóru, które będziecie świętować w 2008 roku?
M.G.: Myślę, że wszystko wpisuje się w ten jubileusz... począwszy od pierwszego roku działalności (śmiech). A tak na poważnie nie ma takiego związku. Płyta nie jest wydawana na piętnastolecie. Jej nagranie to po prostu kolejny etap działalności artystycznej chóru. Co dziwne, tak się składa, że po raz kolejny nagraliśmy płytę z muzyką, którą można nazwać rozrywkową, a jak dotąd nie udało nam się stworzyć krążka z muzyką stricte klasyczną. „Lipińskie nieszpory kolędowe” były płytą jazzującą. Teraz wpisujemy się w krąg muzyki soul i gospel. Myślę, że musimy to nadrobić w najbliższym czasie. Przymierzamy się więc do nagrania płyty z muzyką a cappella (bez towarzyszenia instrumentów – przyp. red.), czyli esencją muzyki chóralnej.
K.T.: Wygląda na to, że przed wami wiele pracy. Tym bardziej, że zbliża się Międzynarodowy Festiwal Chóralny w Montreux w Szwajcarii. Czy rozpoczęliście już przygotowania do występu?
M.G.: Ten wyjazd bardzo nas cieszy, bo jest to dość prestiżowy festiwal. Udało nam się zakwalifikować poprzez demo wysłane do komisji oceniającej poziom poszczególnych zespołów. Repertuar mamy właściwie już gotowy – z wyjątkiem dwóch utworów, jednak wciąż ćwiczymy, by wypaść jak najlepiej. Tym samym w tym roku niewiele czasu możemy poświęcić na kolędy (szczegółowy program występów znajduję się pod wywiadem – przyp.red.). Na samym festiwalu wykonamy utwory różnych kompozytorów, między innymi Józefa Świdra i Romualda Twardowskiego, Ditricha Buxtechudego oraz Maurica Ravela. Program jest więc ambitny.
K.T.: Ciekawi mnie, czy zwyczajni ludzie, śpiewający w chórze, potrafią podołać tak stresowej sytuacji, jaką jest występ na międzynarodowym festiwalu.
M.G.: Zacznijmy od tego, że są to ludzie niezwykli (śmiech). Chórzyści reagują bardzo różnie, jednak jest to przede wszystkim uzależnione od tego, jak długo śpiewają. Ci, którzy występują długo, są obyci ze sceną i publicznością, więc reagują mniej nerwowo. Jednak na pewno zawsze wszyscy mamy tremę, która nie może paraliżować. Lekki dreszczyk emocji zawsze mobilizuje. Myślę, że osoby, które mówią, że nigdy nie mają tremy, nieco oszukują, ponieważ występy przed dużą publicznością i międzynarodowym jury zawsze powoduje szybsze bicie serca. Ta mobilizacja w naszym wypadku sprawia jednak, że występy festiwalowe wypadają lepiej niż próby.
Inną kwestią jest to, że w chórze jest dość duża rotacja osób. Jest to przede wszystkim powód do radości, ale wymusza to także ciągłą pracę nad przygotowaniem repertuaru, nad emisją głosu i oczywiście opanowaniem tremy.
K.T.: Skoro zaczęliśmy mówić o chórzystach, proszę opowiedzieć, kto tak właściwie śpiewa w Ex Animo.
M.G.: Przekrój chórzystów jest dość duży. Myślę, że jest to spowodowane dość wysokim poziomem zespołu, który przyciąga osoby z różnych miast – Świętochłowic, Zabrza, Katowic, Chorzowa. W Ex Animo śpiewają osoby z wykształceniem muzycznym i bez żadnej podbudowy w tym zakresie. Natomiast średnia wieku to mniej-więcej czterdzieści lat. Oczywiście mamy w zespole zarówno dwudziestolatków, jak powyżej osoby powyżej sześćdziesiątki. Jeżeli ktoś nie ma złych nawyków, jest dobrze prowadzony, może śpiewać naprawdę długo. Niestety, jeśli ktoś nie potrafi pracować nad błędami, będzie śpiewał dużo krócej. Z tego powodu dla mnie tak ważna jest emisja głosu. Na próbach obowiązuje rygor poprawnego śpiewania (śmiech). Dlatego też, oprócz standardowych ćwiczeń, staramy się wdrażać nową technikę śpiewania, tak zwany SLS czyli Speech Level Singing. Jest to amerykańska szkoła, przez którą przeszły największe gwiazdy muzyki pop i śpiewacy operowi. Wiadomo, że takie kształcenie powinno opierać się przede wszystkim na lekcjach indywidualnych, więc choć czasu jest mało, staram się z każdym z chórzystów pracować osobno. Myślę, że to powoduje nieco inne brzmienie chóru i jest słyszalne dla publiczności.
K.T.: Dojście do perfekcji wymaga czasu. Jak wiele poświęcacie go na próby?
M.G.: Spotykamy się dwa razy w tygodniu po dwie godziny. To jest minimum, które trzeba zarezerwować po to, aby utrzymać dobry poziom. Oczywiście przed większymi występami spotykamy się częściej
K.T.: Jest wiele osób, dla których śpiew jest sposobem na radośniejsze życie. Jak mogą dołączyć do chóru?
M.G.: Osoby, które chciałyby z nami śpiewać, nie muszą dysponować anielskimi głosami o wielkiej skali. Liczy się przede wszystkim słuch muzyczny, wyczucie melodii i rytmu. Oczywiście przyszły chórzysta musi przejść niewielkie przesłuchanie pod kątem umuzykalnienia – powtórzyć melodię, wyklaskać rytm. A sam głos ustawiamy już podczas prób. Chórzyści nie muszą też znać nut. Takie osoby opanowują materiał słuchowo. Jednak na próbach i podczas występów każdy ma przed sobą nuty, które pozwalają przynajmniej odczytać kierunek linii melodycznej. Z biegiem czasu chórzyści oswajają się z zapisem nutowym. Zwłaszcza, że na bieżąco wyjaśniamy wszelkie wątpliwości. Dodam jeszcze tylko, że w chwili obecnej najbardziej poszukujemy panów śpiewających basem (śmiech).
K.T.: W ciągu piętnastu lat sporo osiągnęliście. Czy czujecie się reprezentantami Świętochłowic?
M.G.: Oczywiście. Mamy też ewidentną pomoc z Urzędu Miasta, dużą przychylność prezydenta Egeniusza Mosia i jego zastępcy Rafała Świerka. Wspiera nas także Biuro Spraw Społecznych. Poza tym mamy stałych sponsorów jak MPGK, Centrum Materiałów Meblowych, apteki, dzięki którym możemy funkcjonować. Czujemy się potrzebni i widzimy, że reprezentujemy zarówno parafię, jak i miasto. Niewątpliwie to, co robimy to nie tylko promocja Świętochłowic, ale nawet Śląska i Polski. Zwłaszcza, że na festiwalach międzynarodowych często występujemy jako jedyny lub jeden z niewielu polskich chórów. Oczywiście, gdyby nie sponsorzy, nie moglibyśmy śpiewać, jednak nie poprzestajemy na proszeniu o wsparcie. Założyliśmy Stowarzyszenie Kulturalne „Piaśniki”, które mając osobowość prawną, w imieniu chóru startuje w różnego rodzaju konkursach, które pozwalają pozyskać fundusze na przykład na wydanie płyty. Ponadto chórzyści partycypują w kosztach wyjazdów, choć staramy się, by ich udział finansowy był jak najmniejszy – przecież poświęcają swój czas, niejednokrotnie kosztem rodziny.
K.T.: Mówi pan o tym, że śpiewanie odbywa się czasami kosztem rodziny. Jak to wygląda w pana przypadku? Pracuje pan zawodowo, ma żonę i dzieci, a jednocześnie jest dyrygentem, kompozytorem, aranżerem, managerem...
M.G.: Sam się dziwię, że jakoś udaje mi się to wszystko pogodzić. Najwspanialsza jest moja żona, która z wyrozumiałością akceptuje to, że realizuję swoją pasję, która jednocześnie jest moim drugim zawodem. To przede wszystkim dzięki niej mamy prawdziwy dom i życie rodzinne. Dlatego też, kiedy tylko mogę, staram się znaleźć czas dla najbliższych. A tego czasu niestety nie jest zbyt wiele. Zawsze trafia się moment, w którym mam wyrzuty sumienia, że mogłem inaczej zarządzać swoim czasem. Nie mniej jednak to, co robię, daje mi wielką satysfakcję, Jestem szczęśliwym człowiekiem, bo robię to, co lubię. Wykonuję jeden zawód związany z informatyką, a drugi z muzyką.
K.T.: Skąd taki rozrzut zainteresowań – od informatyki do muzyki?
M.G.: Na szczęście nie jestem odosobnionym przypadkiem. Znam wiele osób, które kończyły studia techniczne i jednocześnie muzyczne. Ale jakby nie było muzyka z matematyką są nierozerwalnie związane – przecież harmonia, zwłaszcza ta klasyczna, to czysta matematyka (śmiech). Jak widać, trzeba po prostu rozwijać te talenty, którymi jesteśmy obdarowani.
K.T.: Temu rozwojowi z pewnością sprzyjają dobre wzorce. Ma Pan swoich ulubionych kompozytorów czy dyrygentów?
M.G.: Przyznam, że to dla mnie trudne pytanie. Ja po prostu mam w sobie potrzebę ciągłego znajdowania czegoś, odkrywania, szukania. To też kwestia opracowywania wykonań tak, by były bliskie ideału. Gdy chodzi o kompozytorów i dyrygentów, trudno jest mi jednoznacznie wskazać, ich twórczość jest zbyt nieprzewidywalna – czerpię to, co najlepsze, od każdego z nich.
K.T.: Rozmawiając z panem, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że działacie z prawdziwą pasją. Świadczy o tym także nazwa chóru. Ex Animo to dosłownie z duszy. Skąd taki pomysł i dlaczego nazwa powstała dopiero po dziesięciu latach waszego istnienia?
M.G.: Przyznam, że główną przyczyną był udział w festiwalach (śmiech). Po prostu nie mogliśmy się dłużej nazywać Chór Parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Świętochłowicach – Paśnikach. Nikt nie potrafił tego przeczytać i wymówić, podczas międzynarodowych spotkań. Problem pojawiał się nawet wtedy, gdy trzeba było wypisać dyplom (śmiech). Zmiana nazwy przydała się również przy kontaktach z chórami, zwłaszcza tymi zza granicy.
Co do samego pomysłu – pamiętam, że na tablicy były wpisane propozycje nowej nazwy, nad którymi głosowaliśmy. Wydaje mi się, że zwycięską nazwę wymyśliła któraś z chórzystek. Ja, przyznam się, nawet nie próbowałem, bo nie spisałbym się w tej roli (śmiech).
K.T.: Czego zatem można życzyć chórowi Ex Animo?
M.G.: Tego, co jest najbardziej potrzebne, a więc zapału, chęci i radości ze śpiewania. Jeśli tylko będziemy intensywnie pracować, cała reszta przyjdzie sama.
K.T.: Dziękuję za rozmowę
M.G.: Dziękuję
Więcej o piaśnickim chórze znaleźć można na www.exanimo.swietochlowice.pl
Marek Gremlowski: Myślę, że tak. Chociaż my po prostu lubimy śpiewać, więc każdy okres liturgiczny niesie za sobą wiele ciekawych utworów, które możemy wykonać. Natomiast, gdy chodzi o emocjonalne podejście, myślę, że kolędy są lubiane zarówno przez chórzystów, jak i przez innych ludzi. Poza tym atmosfera, która wytwarza się w okresie świąt sprawia, że każdy tęskni do śpiewania kolęd i chce je śpiewać. Trzeba jednak powiedzieć, że nie są to skomplikowane pieśni, mają prostą melodykę i harmonię, więc nie można ich porównywać z innymi utworami, które chór ma w repertuarze. Nie zmienia to jednak faktu, że zdecydowanie lubimy śpiewać kolędy (śmiech).
K.T.: Czy macie swoje ulubione kolędy?
M.G.: Szczerze mówiąc ja nie mam i podobają mi się wszystkie kolędy z tych, które śpiewamy. Natomiast podejrzewam, że chórzyści mają swoje preferencje, ponieważ niektóre kolędy wolą wykonywać bardziej, niż inne. Ja natomiast uważam, że każda z kolęd ma swój urok i chwyta za serce i podoba się tym bardziej, gdy jest pięknie wykonana.
K.T.:W styczniu chór nagrywał materiał na nową płytę. Kiedy będzie można usłyszeć efekty waszej pracy?
M.G.: Płyta w zasadzie już jest. Postanowiliśmy jednak, że pojawi się ona w sprzedaży na wiosnę i wtedy też będzie promowana. Z różnych przyczyn mamy opóźnienie w jej wydaniu. W pierwotnej wersji miała być dostępna już we wrześniu, później w październiku. Niestety z przyczyn obiektywnych płyta mogła zostać wytłoczona dopiero w grudniu. Dlatego też zdecydowaliśmy, że okres bożonarodzeniowy, w którym słucha się przede wszystkim kolęd, nie jest najszczęśliwszym momentem na pojawienie się na rynku takiego albumu, jaki proponujemy naszym słuchaczom.
K.T.: Co znajdzie się na płycie?
M.G.: Mówiąc w skrócie bardzo radosna muzyka, zaśpiewana i zagrana przez wybitne osobistości, które przyjęły nasze zaproszenie. Znaleźli się wśród nich tacy artyści jak Mieczysław Szcześniak, Ewa Uryga, Jorgos Scholias, Wiola Brzezińska, a więc wiele znanych nazwisk. Oczywiście nagrywaliśmy również z bardzo dobrą obsadą instrumentalną. Dlatego wydaje mi się, że całość płyty prezentuje się naprawdę nieźle. Jest profesjonalnie nagrana, aranżacji utworów dokonał Tomasz Kałwak. Teraz już tylko z niecierpliwością czekamy na reakcje tych, do których rąk trafi płyta.
K.T.: Czy możemy uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić, czego mogą oczekiwać słuchacze?
M.G.: Na płycie jest dwanaście utworów. Specjalnie na jej potrzeby muzykę napisali trzej kompozytorzy: Tadeusz Grabowski z Chorzowa, Bronisław Duży oraz moja skromna osoba. Autorką większości tekstów jest pani Renata Cogiel, ale także nasi chórzyści, Agnieszka Kot i Jerzy Pysno. Jest to więc absolutnie autorska płyta, na której słuchacze nie znajdą kolejnych opracowań dobrze znanych utworów, ale całkiem nowe propozycje muzyczne.
K.T.: Czy wydanie nowego krążka wpisuje się w piętnastolecie istnienia chóru, które będziecie świętować w 2008 roku?
M.G.: Myślę, że wszystko wpisuje się w ten jubileusz... począwszy od pierwszego roku działalności (śmiech). A tak na poważnie nie ma takiego związku. Płyta nie jest wydawana na piętnastolecie. Jej nagranie to po prostu kolejny etap działalności artystycznej chóru. Co dziwne, tak się składa, że po raz kolejny nagraliśmy płytę z muzyką, którą można nazwać rozrywkową, a jak dotąd nie udało nam się stworzyć krążka z muzyką stricte klasyczną. „Lipińskie nieszpory kolędowe” były płytą jazzującą. Teraz wpisujemy się w krąg muzyki soul i gospel. Myślę, że musimy to nadrobić w najbliższym czasie. Przymierzamy się więc do nagrania płyty z muzyką a cappella (bez towarzyszenia instrumentów – przyp. red.), czyli esencją muzyki chóralnej.
K.T.: Wygląda na to, że przed wami wiele pracy. Tym bardziej, że zbliża się Międzynarodowy Festiwal Chóralny w Montreux w Szwajcarii. Czy rozpoczęliście już przygotowania do występu?
M.G.: Ten wyjazd bardzo nas cieszy, bo jest to dość prestiżowy festiwal. Udało nam się zakwalifikować poprzez demo wysłane do komisji oceniającej poziom poszczególnych zespołów. Repertuar mamy właściwie już gotowy – z wyjątkiem dwóch utworów, jednak wciąż ćwiczymy, by wypaść jak najlepiej. Tym samym w tym roku niewiele czasu możemy poświęcić na kolędy (szczegółowy program występów znajduję się pod wywiadem – przyp.red.). Na samym festiwalu wykonamy utwory różnych kompozytorów, między innymi Józefa Świdra i Romualda Twardowskiego, Ditricha Buxtechudego oraz Maurica Ravela. Program jest więc ambitny.
K.T.: Ciekawi mnie, czy zwyczajni ludzie, śpiewający w chórze, potrafią podołać tak stresowej sytuacji, jaką jest występ na międzynarodowym festiwalu.
M.G.: Zacznijmy od tego, że są to ludzie niezwykli (śmiech). Chórzyści reagują bardzo różnie, jednak jest to przede wszystkim uzależnione od tego, jak długo śpiewają. Ci, którzy występują długo, są obyci ze sceną i publicznością, więc reagują mniej nerwowo. Jednak na pewno zawsze wszyscy mamy tremę, która nie może paraliżować. Lekki dreszczyk emocji zawsze mobilizuje. Myślę, że osoby, które mówią, że nigdy nie mają tremy, nieco oszukują, ponieważ występy przed dużą publicznością i międzynarodowym jury zawsze powoduje szybsze bicie serca. Ta mobilizacja w naszym wypadku sprawia jednak, że występy festiwalowe wypadają lepiej niż próby.
Inną kwestią jest to, że w chórze jest dość duża rotacja osób. Jest to przede wszystkim powód do radości, ale wymusza to także ciągłą pracę nad przygotowaniem repertuaru, nad emisją głosu i oczywiście opanowaniem tremy.
K.T.: Skoro zaczęliśmy mówić o chórzystach, proszę opowiedzieć, kto tak właściwie śpiewa w Ex Animo.
M.G.: Przekrój chórzystów jest dość duży. Myślę, że jest to spowodowane dość wysokim poziomem zespołu, który przyciąga osoby z różnych miast – Świętochłowic, Zabrza, Katowic, Chorzowa. W Ex Animo śpiewają osoby z wykształceniem muzycznym i bez żadnej podbudowy w tym zakresie. Natomiast średnia wieku to mniej-więcej czterdzieści lat. Oczywiście mamy w zespole zarówno dwudziestolatków, jak powyżej osoby powyżej sześćdziesiątki. Jeżeli ktoś nie ma złych nawyków, jest dobrze prowadzony, może śpiewać naprawdę długo. Niestety, jeśli ktoś nie potrafi pracować nad błędami, będzie śpiewał dużo krócej. Z tego powodu dla mnie tak ważna jest emisja głosu. Na próbach obowiązuje rygor poprawnego śpiewania (śmiech). Dlatego też, oprócz standardowych ćwiczeń, staramy się wdrażać nową technikę śpiewania, tak zwany SLS czyli Speech Level Singing. Jest to amerykańska szkoła, przez którą przeszły największe gwiazdy muzyki pop i śpiewacy operowi. Wiadomo, że takie kształcenie powinno opierać się przede wszystkim na lekcjach indywidualnych, więc choć czasu jest mało, staram się z każdym z chórzystów pracować osobno. Myślę, że to powoduje nieco inne brzmienie chóru i jest słyszalne dla publiczności.
K.T.: Dojście do perfekcji wymaga czasu. Jak wiele poświęcacie go na próby?
M.G.: Spotykamy się dwa razy w tygodniu po dwie godziny. To jest minimum, które trzeba zarezerwować po to, aby utrzymać dobry poziom. Oczywiście przed większymi występami spotykamy się częściej
K.T.: Jest wiele osób, dla których śpiew jest sposobem na radośniejsze życie. Jak mogą dołączyć do chóru?
M.G.: Osoby, które chciałyby z nami śpiewać, nie muszą dysponować anielskimi głosami o wielkiej skali. Liczy się przede wszystkim słuch muzyczny, wyczucie melodii i rytmu. Oczywiście przyszły chórzysta musi przejść niewielkie przesłuchanie pod kątem umuzykalnienia – powtórzyć melodię, wyklaskać rytm. A sam głos ustawiamy już podczas prób. Chórzyści nie muszą też znać nut. Takie osoby opanowują materiał słuchowo. Jednak na próbach i podczas występów każdy ma przed sobą nuty, które pozwalają przynajmniej odczytać kierunek linii melodycznej. Z biegiem czasu chórzyści oswajają się z zapisem nutowym. Zwłaszcza, że na bieżąco wyjaśniamy wszelkie wątpliwości. Dodam jeszcze tylko, że w chwili obecnej najbardziej poszukujemy panów śpiewających basem (śmiech).
K.T.: W ciągu piętnastu lat sporo osiągnęliście. Czy czujecie się reprezentantami Świętochłowic?
M.G.: Oczywiście. Mamy też ewidentną pomoc z Urzędu Miasta, dużą przychylność prezydenta Egeniusza Mosia i jego zastępcy Rafała Świerka. Wspiera nas także Biuro Spraw Społecznych. Poza tym mamy stałych sponsorów jak MPGK, Centrum Materiałów Meblowych, apteki, dzięki którym możemy funkcjonować. Czujemy się potrzebni i widzimy, że reprezentujemy zarówno parafię, jak i miasto. Niewątpliwie to, co robimy to nie tylko promocja Świętochłowic, ale nawet Śląska i Polski. Zwłaszcza, że na festiwalach międzynarodowych często występujemy jako jedyny lub jeden z niewielu polskich chórów. Oczywiście, gdyby nie sponsorzy, nie moglibyśmy śpiewać, jednak nie poprzestajemy na proszeniu o wsparcie. Założyliśmy Stowarzyszenie Kulturalne „Piaśniki”, które mając osobowość prawną, w imieniu chóru startuje w różnego rodzaju konkursach, które pozwalają pozyskać fundusze na przykład na wydanie płyty. Ponadto chórzyści partycypują w kosztach wyjazdów, choć staramy się, by ich udział finansowy był jak najmniejszy – przecież poświęcają swój czas, niejednokrotnie kosztem rodziny.
K.T.: Mówi pan o tym, że śpiewanie odbywa się czasami kosztem rodziny. Jak to wygląda w pana przypadku? Pracuje pan zawodowo, ma żonę i dzieci, a jednocześnie jest dyrygentem, kompozytorem, aranżerem, managerem...
M.G.: Sam się dziwię, że jakoś udaje mi się to wszystko pogodzić. Najwspanialsza jest moja żona, która z wyrozumiałością akceptuje to, że realizuję swoją pasję, która jednocześnie jest moim drugim zawodem. To przede wszystkim dzięki niej mamy prawdziwy dom i życie rodzinne. Dlatego też, kiedy tylko mogę, staram się znaleźć czas dla najbliższych. A tego czasu niestety nie jest zbyt wiele. Zawsze trafia się moment, w którym mam wyrzuty sumienia, że mogłem inaczej zarządzać swoim czasem. Nie mniej jednak to, co robię, daje mi wielką satysfakcję, Jestem szczęśliwym człowiekiem, bo robię to, co lubię. Wykonuję jeden zawód związany z informatyką, a drugi z muzyką.
K.T.: Skąd taki rozrzut zainteresowań – od informatyki do muzyki?
M.G.: Na szczęście nie jestem odosobnionym przypadkiem. Znam wiele osób, które kończyły studia techniczne i jednocześnie muzyczne. Ale jakby nie było muzyka z matematyką są nierozerwalnie związane – przecież harmonia, zwłaszcza ta klasyczna, to czysta matematyka (śmiech). Jak widać, trzeba po prostu rozwijać te talenty, którymi jesteśmy obdarowani.
K.T.: Temu rozwojowi z pewnością sprzyjają dobre wzorce. Ma Pan swoich ulubionych kompozytorów czy dyrygentów?
M.G.: Przyznam, że to dla mnie trudne pytanie. Ja po prostu mam w sobie potrzebę ciągłego znajdowania czegoś, odkrywania, szukania. To też kwestia opracowywania wykonań tak, by były bliskie ideału. Gdy chodzi o kompozytorów i dyrygentów, trudno jest mi jednoznacznie wskazać, ich twórczość jest zbyt nieprzewidywalna – czerpię to, co najlepsze, od każdego z nich.
K.T.: Rozmawiając z panem, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że działacie z prawdziwą pasją. Świadczy o tym także nazwa chóru. Ex Animo to dosłownie z duszy. Skąd taki pomysł i dlaczego nazwa powstała dopiero po dziesięciu latach waszego istnienia?
M.G.: Przyznam, że główną przyczyną był udział w festiwalach (śmiech). Po prostu nie mogliśmy się dłużej nazywać Chór Parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Świętochłowicach – Paśnikach. Nikt nie potrafił tego przeczytać i wymówić, podczas międzynarodowych spotkań. Problem pojawiał się nawet wtedy, gdy trzeba było wypisać dyplom (śmiech). Zmiana nazwy przydała się również przy kontaktach z chórami, zwłaszcza tymi zza granicy.
Co do samego pomysłu – pamiętam, że na tablicy były wpisane propozycje nowej nazwy, nad którymi głosowaliśmy. Wydaje mi się, że zwycięską nazwę wymyśliła któraś z chórzystek. Ja, przyznam się, nawet nie próbowałem, bo nie spisałbym się w tej roli (śmiech).
K.T.: Czego zatem można życzyć chórowi Ex Animo?
M.G.: Tego, co jest najbardziej potrzebne, a więc zapału, chęci i radości ze śpiewania. Jeśli tylko będziemy intensywnie pracować, cała reszta przyjdzie sama.
K.T.: Dziękuję za rozmowę
M.G.: Dziękuję
Więcej o piaśnickim chórze znaleźć można na www.exanimo.swietochlowice.pl



